Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą life. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2016

Jak wytrzymać na diecie i czy warto?

W tym wpisie przekonywałam o tym, że warto akceptować siebie takim jakim się jest, więc pewnie z pewnym poirytowaniem patrzycie na tytuł tego posta. Ja, pisząc go, też czuję pewien dyskomfort. Przeszłam na dietę jakiś… miesiąc temu. Powód był głupi – od jedzenia ciastek z orzechami rozbolały mnie zęby, toteż przez jakiś czas porzuciłam słodycze i przerzuciłam się na koktajle z pobliskiego baru Loveat. Jak się okazało potem, nieco schudłam (mój portfel też). Nie jadłam słodyczy od tygodnia więc pomyślałam, że może spróbuje pociągnąć to dalej, czemu nie. Poniżej chaotyczny zbiór rad jak skutecznie dieta:
  • Naucz się gotować. Sama rób sobie posiłki. Oczywiście, używaj produktów niskokalorycznych, zdrowych, ale tych, które lubisz. Wiele produktów można zjeść dużo, bez groźby przytycia np. pomidory, sałata, truskawki (kilogram truskawek ma mniej kcal niż czekolada). Warto jeść też zupy.
  • Ściągnij sobie aplikacje albo załóż zeszyt i zapisuj ile zjadłaś i ile się ruszyłaś. To drugie jest ważniejsze – motywuje do częstszych ćwiczeń. Ja używam aplikacji "Dieta i trening".
  • Nie naruszaj swojego zdrowia. Zaczęłam ćwiczyć i mniej jeść kiedy miałam sesję więc do pakietu dołączyły nieprzespane noce i stres. O ile na stres pomagają ćwiczenia to dieta już nie. Szybko się rozchorowałam i przy większym wysiłku czułam bóle w klatce piersiowej. A więc: wysypiaj się. Jeśli nie masz siły nie ćwicz. I jedz więcej niż 1000 kcal dziennie. Jeśli biegasz to uważaj na bieganie po chodniku bo twoje kolana mogą się kiedyś na ciebie zdenerwować.
  • Smażenie to zło. Nie smaż, duś, gotuj, idź na grilla. Jak już chcesz smażyć to smaruj otłuszczonym wacikiem patelnię.
  • 17 gram czekolady (trzy kostki) ważą około 90 kcal. To nie dużo. Można czasem zjeść. Po długim niejedzeniu czekolady gorzka smakuje całkiem dobrze – zdumiewający fakt. Jeśli zbyt restrykcyjnie sobie czegoś odmawiasz to twoja silna wola się wyczerpuje.
  • Akceptuj siebie. Odsuń się od szkodliwych ludzi.
  • Pamiętaj – dieta ma być twoją decyzją, jeśli tego nie chcesz sama z siebie w tym momencie życia, tylko inni cię do tego przekonują – nie rób tego.
  • Nie pozwalaj nikomu kontrolować tego, ile jesz. Ani rodzicom, chłopakowi. Sprawi to, że będziesz czuła się sfrustrowana. Sama musisz o to zadbać.
  • Nie jedz białego chleba lub go ogranicz. Od wielkiego dzwonu kup sobie bułkę albo muffina z dobrej piekarni (taki cheatday). Ja czasem jak wiem że mam długie zajęcia kupuje kanapki w bagietce z Loveata. Pewnie kalorii mnóstwo, ale to lepiej niż bym poszła do fastfooda czy codziennie jadła kanapki z białego chleba z ulepszaczami, kupionego w biedronce.
  • Czytaj etykietki. To cholernie ważne. Jeśli masz dwa dżemy w sklepie to lepiej kup ten bez syropu glukozowo-fruktozowego. Nie kupuj soków których jest tylko 2% owoców a reszta to woda i cukier. Nie kupuj nic z olejem palmowym. To jest po prostu szkodliwe.
  • Pij dużo wody. I kawę. Kawa jest ważna, najlepiej czarna. Tylko uzupełniaj magnez.
  • Niektóre rzeczy są tuczące chociaż wydaje się nam, że nie są. Na przykład soki, alkohol (bomba kaloryczna jak cholera), słodkie napoje (mój chłopak długo myślał, że nie są no bo przecież to płyny). Polecam czerwone wino wytrawne, ma mało kcal i jest zdrowe.
  • Nie rezygnuj z imprez rodzinnych z mnóstwem jedzenia. Zazwyczaj wtedy sami nakładamy sobie jedzenie a gospodarze oferują nam potrawy wyższej jakości. Radzę to wykorzystać jako cheatday. Na takie okazje mam zwykle taki plan: zupa, mięso z jakąś sałatką oraz tyle ciasta ile chce. W jeden dzień najprawdopodobniej nie przytyję z powrotem do dawnej wagi jeśli jeszcze pójdę ćwiczyć.
  • Koniec końców ważniejsze są ćwiczenia i jakość jedzenia niż jego ilość.
  • Nie możesz całe życie być na diecie. Musisz kiedyś sobie tak ustawić dzienne spożycie by zostać przy idealnej wadze. Oczywiście, trzeba zrobić to ostrożnie, by nie mieć efektu jojo, ale jest to możliwe. I najważniejsze: nie rezygnować z ćwiczeń. 

Czy warto się tak męczyć?
 Dlaczego tak?
  • Ćwiczenia są dobre dla zdrowia i pomagają uwolnić od stresu.
  • Lepsze wyniki u lekarza, mniej męczenia się, mniej chorób na starość dzięki zdrowszemu jedzeniu.  
  • Jeśli zawsze chciałaś mieć chudą sylwetkę to ją osiągniesz. Prawdopodobnie, chyba że ograniczają cię jakieś choroby.
  • Wciśniesz się w ciuchy o mniejszym rozmiarze, jednak jeśli myślisz, że wszystkie rzeczy będą świetnie na tobie wyglądać to mylisz się. Wiele zależy od twojej figury, która tylko trochę zmienia się w procesie odchudzania. To, że masz np. wąskie ramiona i szerokie biodra nie zmieni się. Miałam strasznie chudą znajomą która miała bardzo szerokie biodra. Ja np. mam wystające boczki i to się po prostu nie zmieni – nadal wystają. I będą.
  • Będziesz miała pretekst by iść na zakupy. 
Dlaczego nie?
  • Brak czekolady, zwłaszcza jeśli często ją jadłaś, spowoduje nagłe obniżenie nastroju. Zrobi ci się smutno.
  • Ćwiczenia to zdrowie, chyba że złapiesz kontuzje albo się przeforsujesz.
  • Prawdopodobnie nigdy nie zaspokoisz w pełni potrzeb innych ludzi. Powinni cię kochać bezwarunkowo. Teraz mają to jedno oczekiwanie „schudnij”, ale jeśli to zrobisz to nie powiedzą „bardzo ładnie” tylko wymyślą sobie nowe. Chce ci się?
  • Nieustanne życie pod kontrolą, chyba nikt tego nie lubi.
  • Wszyscy w gruncie rzeczy spotykają się przy jedzeniu, nawet jeśli mówią o dietach i krytykują cię to jednak chcą się spotkać na pizzy. Trochę hipokryzja.
  • Anoreksja, bulimia, ortoreksja… to realne zagrożenia, jeśli się restrykcyjnie odchudzasz i nie akceptujesz siebie. Poszukaj wsparcia wśród osób w twoim otoczeniu, pokaż im, że krytyczne uwagi nie działają, tylko miłe słowa.
  • Prawdopodobnie zmniejszy się rozmiar twoich piersi. Jeśli są nierówne, może być to bardziej widać.
  • Będziesz musiała kupić nowe rzeczy. To może być zarówno dobra, jak i zła strona. Jeśli myślisz, że będziesz mogła „w końcu jeść co chcesz” to się niestety mylisz. Nie staniesz się tą magiczną osobą która ma cudowną przemianę materii. Niekontrolowane jedzenie szybko zamieni się w efekt jojo. 
To może jednak bekon?

Cóż, lista mówi sama za siebie. Zanim podejmiesz decyzję o odchudzaniu zastanów się nad swoją motywacją, opracuj plan, naucz się akceptować siebie. Nie próbuję tutaj zachęcać oczywiście do otyłości, bo ona też jest niezdrowa, jednak kilka dodatkowych kilogramów cię raczej nie zabije, a obsesyjne, restrykcyjne odchudzanie już może.

czwartek, 4 lutego 2016

Codziennie rób sobie selfie, czyli jak podwyższyć sobie samoocenę




Czytałam ostatnio artykuł w Cosmo, autorstwa jakiegoś mężczyzny, że teraz faceci za bardzo dbają o urodę, mają kompleksy, więc pakują na siłowni i eksponują swoje atuty dekoltami w serek. No jak kobiety. Kolejna połowa artykułu była poświęcona temu, że powinni wychillować. Bo przecież jesteś fajny taki jaki jesteś, bez upiększeń. Od razu nasunęło mi się kolejne zdanie: no chyba że jesteś kobietą, to wtedy nie. Wtedy zapierdalaj.  
Wkurza mnie dzisiejszy pęd za pięknem u kobiet, to że ciągle się starają, a nie dostają nic w zamian. Drażnią mnie też same kobiety, które żeby czuć się dobrze potrzebują czyjejś pochwały, nie potrafią stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „omg, jestem zajebista. Przez te przemyślenia oraz z powodu tego, że zjadłam dzisiaj sześć pączków, postanowiłam walnąć ten tekst. Co możesz zrobić, by poprawić sobie samoocenę?
  1. Codziennie rób sobie selfie.
Tak, wiem, z czym selfie się kojarzy. Jeszcze nie dawno stroniłam od selfie jak tylko mogłam. Kiedy ktoś mnie przekonał, bym sobie zrobiła, robiłam ich miliard, a potem wszystkie usuwałam, bo żadne mi się nie podobało. Potem zapoznałam się z grą „Life is Strange” i moje spojrzenie się nieco zmieniło. Nie jestem w stanie powiedzieć, co dokładnie się zmieniło, może po prostu selfie zaczęło mi się kojarzyć z czymś dobrym. A może po prostu w końcu mam telefon z przednią kamerą w telefonie i selfie robi się łatwiej. W każdym razie zaczęłam robić sobie selfie dużo częściej, teraz robię jakieś niemal codziennie. Jak zrobić sobie selfie, które poprawi ci samoocenę?
  • Poczytaj tutoriale w Internecie. Może nie wychodzisz na selfie zbyt dobrze, bo źle się ustawiasz? Powinnaś przechylić głowę trochę w bok, podobnie ramiona.
  • Popraw włosy i uśmiechnij się.
  • Nie wstawiaj wszystkich selfie na neta, tylko co jakiś czas te najbardziej ciekawe, bo ludzie zaczną na ciebie krzyczeć.
  1. Nie słuchaj (a najlepiej odetnij się) od szkodliwych ludzi.
Znasz ten typ. Są ludzie, którzy po prostu dowalają ci, pod byle pretekstem i twierdzą, że robią to „dla twojego dobra”. Może to mama, przyjaciółka, koleżanka, facet. Albo jeszcze ktoś inny. Ktoś kto mówi ci „o matko, nie wiedziałam, że zrobił ci się taki cellulit na nogach” albo „hmm, parę miesięcy temu wyglądałaś lepiej w tych spodniach”. Jak się czujesz po takiej uwadze? Niemiło, upokorzona, przykro ci. A osoba która ci to powiedziała, czuje się świetnie. Albo się cieszy że ci dowaliła, albo uważa że zrobiła dla ciebie coś dobrego. Możesz zrobić w tej sytuacji kilka rzeczy.
  • Kłócić się, że wcale tak nie jest, ale to nie jest dobre wyjście. Ta osoba jest na to przygotowana i dowali ci jeszcze bardziej.
  • Zerwać znajomość z taką osobą. Jest to całkiem niezłe rozwiązanie, ale nie zawsze chcesz lub możesz (jeśli ta osoba jest np. twoją matką). Jeśli jednak możesz i czujesz, że chciałabyś (ale się wahasz) to zastanów się, przeanalizuj, czy potrzebna ci taka osoba w twoim życiu.
  • Zachować zimną krew. Uśmiechnąć się promiennie i powiedzieć „jestem ponad to”. Albo, jeśli lubisz przeklinać, a owa osoba nie jest twoją matką, możesz ująć krótko „jebie mnie twoje zdanie”. Tylko wtedy trzeba być asertywnym. Nie dopuścić, by rozwinęła się rozmowa na ten temat.
  • Możesz odpowiedzieć atakiem. Oczywiście to tę osobę zrani i najpewniej się obrazi. Wtedy możesz powiedzieć „ale to ja tak z dobroci serca, jak ty do mnie”. Może coś zrozumie (choć nie sądzę).
  • Możesz jeszcze obrócić wszystko w żart, ale to trudne. Ja zwykle mówię, że gdybym była jeszcze chuda to poraziłabym wszystkich swoją zajebistością i by pomarli. Czasem działa, czasem nie.
  1. Bądź pewna siebie. Czasem przecież możesz się czymś pochwalić. Wiadomo, u nas mówi się, że należy być skromnym, zwłaszcza jeśli jest się kobietą, ale zastanów się, która skromna osoba jest popularna w towarzystwie. Oczywiście nie można popadać też w przesadę i mówić tylko o sobie.
  2. Nie zwracaj uwagi na swoje kompleksy, oraz na wszelki wypadek postaraj się nie przypominać o nich innym. Wiem, że to daje jakiś power, kiedy smutna pójdziesz do kogoś i powiesz, że jesteś brzydka i gruba, a ten ktoś cię pocieszy, ale to nie jest dobre. Jeśli nie dostrzegasz swoich kompleksów, a eksponujesz atuty, to inni też postrzegają cię dobrze. Poza tym myślałaś o tym, co myśli o tobie przyjaciółka, której tak się żalisz? Rzeczywiście, jeśli robisz to rzadko, to cię pociesza i jest miła. Jeśli robisz to niemal cały czas to może się na ciebie wkurzyć. A jeśli sama ma kompleksy? Jeśli uważa ciebie za ładniejszą od siebie? Wtedy raczej ma ochotę walnąć cię w twarz i czuje się ze sobą jeszcze gorzej.
  3. Nie histeryzuj z zazdrości o faceta kiedy wychodzi gdzieś z kolegami. Myślisz, że jak będziesz mu płakać że masz kompleksy i jesteś zazdrosna to cię zrozumie i przestanie rozmawiać ze wszystkimi kobietami, przestanie wychodzić, będzie cały swój czas spędzał tylko z tobą? Sorry, nie. Jeśli jest dobrym facetem, to tylko zmęczony (coraz bardziej zmęczony) będzie cię zapewniał, że nie, wcale nie, wcale cię nie zdradzi. Jeśli jest złośliwym facetem, będzie takie wybuchy histerii wykorzystywał przeciwko tobie. Chcesz, żeby był o ciebie zazdrosny? Bądź pewna siebie i uśmiechaj się, wychodź na imprezy bez niego. To lepiej działa niż histerie, uwierz mi. Twój facet przesadza, podrywa innych przy tobie, zdradza cię? To rzuć go, już go nie zmienisz.
  4. Co robić, jeśli naprawdę wiesz, że chcesz coś zmienić, ale nie chcesz dać satysfakcji ludziom, którzy ci to mówią w okropny sposób? Odsuń się od nich, nie wdawaj się w rozmowy o swojej wadze czy innej rzeczy, którą według nich powinnaś poprawić. Odpręż się i daj sobie czas. Wybierz sobie moment, kiedy zaczniesz o tym myśleć i coś robić w tym kierunku. Nic na siłę. Rób to TYLKO DLA SIEBIE, wal to co powiedzą ci inni.
  5. Spójrz w lustro i uświadom sobie, że jesteś okej taka jaka jesteś. Zdaj sobie sprawę, że ludzie miewają gorsze problemy z wagą (choroby) i wyglądem (również choroby, wypadki, ataki z kwasem). Uświadom sobie, że powinnaś walić opinie innych, że nikt nie może zabronić ci jeść czekolady bo uważa, że po jednej kostce nie zmieścisz się w drzwiach. Miej wyjebane. Po prostu.
  6. Dbaj o siebie i o swoje zdrowie. Możesz robić wszystko, ale znaj tego konsekwencje. Zbytnie ograniczanie jedzenia nie jest zdrowe, ale jedzenie codziennie hamburgerów też nie (nawet jeśli jesteś chuda i nie możesz przytyć). Wiesz, że jak będziesz piła codziennie piwo i jadła tłuste rzeczy, to możesz dostać kiedyś zawału lub zniszczyć wątrobę. Można dostać cukrzycy od picia codziennie wielkiej butli energetyków. Możesz uważać na siebie i robić sobie badania albo to olać. To twoje życie i robisz z nim co chcesz.

Tu mam małą wiadomość dla osób które dowalają innym twierdząc, że im pomagają: Przykro mi, ale gadanie: „tyjesz z dnia na dzień, skończysz otyła i samotna, po co ty to żresz” nie jest pomocą i nigdy nie będzie.
Pozdrawiam! „Zdrada” (trzecia część komiksu Mroczna Wieża) jest przeczytana i czeka na zrecenzowanie. Nie jest dobrze, moi państwo, nie jest dobrze.


niedziela, 13 grudnia 2015

Plany

Trochę mnie tutaj nie było, przepraszam. Naprawdę trudno mi się zmobilizować.
Mam w planach kilka notek:
> recenzja gry Life is Strange - właśnie w nią gram!
> recenzja komiksu Mroczna Wieża - Narodziny Rewolwerowca. Rozczarowująca sprawa...
> Post o postanowieniach noworocznych który mam nadzieję napiszę przed nowym rokiem.

Przepraszam że jestem takim leniem xD Pozdrawiam serdecznie!

Źródło obrazka: http://xmasterofunlockingx.deviantart.com/art/Life-is-Strange-Selfie-511914638

piątek, 23 października 2015

Nie ma recenzji, ALE są cycki!

Przeczytałam "Sagę o Kotołaku. Ksin. Początek". Powoli zasiadam do recenzji, ale przez wzburzenie po ostatnim, dodanym zupełnie od czapy rozdziale oraz ból głowy, pewnie to będzie trwało gdzieś do jutra. Trzeba też do tego dodać czas edycji wykonywanej przez moją edytorkę (która ostatnio pokazuje mi, że bez niej jestem nikim i zginę marnie, bo mam takie literówki...) oraz moje przygotowanie psychiczne by się zmierzyć z widokiem mojego tekstu całego w poprawkach.
Co nie znaczy że na tym moja notka się kończy.
Ostatnio przesłałam koledze scenę erotyczną*, która długo spędzała mi sen z powiek, którą ledwo umiałam napisać i od tego czasu nie udało mi się przeczytać jej w całości - podobno nie jest aż tak zła, ale jakoś nie potrafię. Kolega nałożył poprawki i przeczytałam z nich takie oto zdanie:
Troszkę zbyt formalne to jest. Jakby rozmawiali przez krótkofalówki. Było ci dobrze? Tak. To dobrze, bez odbioru.
Postanowiłam się do tego ustosunkować i przy okazji wstawić jakieś cycki ponieważ to niedorzeczne, że mój blog ma ostrzeżenie 18+ kompletnie bez powodu.
  Uroczyście przysięgam, że jutro wstawię recenzję oraz w najbliższym czasie poprawię scenę erotyczną. Naprawdę!
*nie, raczej nie wstawię jej na bloga, wybaczcie

poniedziałek, 19 października 2015

O matko ale chryja! - czyli afery wśród polskich pisarzy



Miałam wiele oporów przed napisaniem tego tekstu i przerabiałam go już z moją edytorką kilka razy. Mnożyły się moje wątpliwości. Mogę tak po prostu na blogu pisać krytykę na temat osób które osiągnęły jakiś sukces (nawet taki który raczej należałoby wstawić w cudzysłów)? Jednak widząc, że dzisiejszy internet to jedna wielka zbieranina różnorakich hejtów, stwierdzam że mój tekst nie powinien zaboleć kogoś aż tak mocno ani narazić kogokolwiek na podcięcie sobie żył i śmierć na miejscu. Będę oceniać zachowania, a nie samą osobę jak pisali w Charakterach.
Od kiedy miałam kilka lat wiedziałam że „chcę opowiadać historie”. Kiedy miałam trzynaście lat stwierdziłam, że chcę pisać, chociaż wtedy (a może i teraz? xD) bardziej by pasowało „chcę grafomanić”. Żadnego grafomańskiego tekstu nie żałuję bo to był kroczek do przodu – tak jak przy nauce rysowania każda krzywa kresa i paskudne oko to kroczek w dobrą stronę. Nie byłam też nigdy zbyt skromna – wyobrażałam sobie że zostanę sławna i bogata i w ogóle będą mnie czytać. Ale pisarze na prelekcji na Pyrkonie (wybaczcie, naprawdę nie pamiętam dokładnie z kim, byłam wtedy po dwóch nieprzespanych nocach) uspokoili mnie – każdy o tym marzy. I większość po debiutowaniu debiucie ogląda się za hajsem, sławą i fanami, których zwyczajnie nie ma. To rozczarowujące, ale prawdziwe.
Nie mam jeszcze przed sobą debiutu. Powieść powstaje długo, mozolnie, a podczas jej pisania moje poczucie własnej wartości spada od stu do zera bez żadnych stanów wejściowych więc muszę sobie robić przerwy. Mam dużo pomysłów które pewnie mają jakąś wartość, ale co z tego skoro pewnie nie uda mi się zrealizować ich tak dobrze, jak bym chciała? Może będę musiała długo czekać, aż osiągnę taki poziom by wydawać książki.  
Dlaczego tym zanudzam?
Bo chciałabym byście zrozumieli, że mam do tego dość idealistyczne podejście. I postawa niektórych ludzi, którzy już osiągnęli coś, co ja bym chciała (wydali książkę, mają grono fanów i stać ich na zeszyty z empiku<3) bardzo mnie rani.

Number One – Pani AutorKasia.
Ogólnie pani autorka nic mi specjalnie nie zrobiła, a jej twórczość poznałam jedynie fragmentarycznie. Bardzo jednak zraziło mnie kilka spraw, choćby kradzież obrazków z Deviantarta (o tym pisała Kiciputek tutaj: http://kiciputek.blogspot.com/2013/06/ogien-cycki-jednorozce-i-prawa-autorskie.html), użycie imienia jednej blogerki w książce i zrobienie z niej czarnego charakteru w postaci grubej hejterki doprowadzającej do samobójstwa biedne, chore poetki. Doszły mnie też słuchy o pewnych rozruchach na lubimyczytać.pl. Największym jak na razie występkiem Autorkasi było zasugerowanie chorej na ChaD osobie że ma zaburzone postrzeganie rzeczywistości ponieważ nie podoba się jej „wielkie dzieło” autorki (które o tej chorobie traktuje). Możecie o tym przeczytać tutaj: http://trzyczesciowygarnitur.blogspot.com/2013/06/jak-nie-pisac-o-problemach-spoecznych.html
Obecność takiej osoby w Internecie spowodowała moją chęć do skontaktowania się z nią. Niestety, komentarze na jej blogu są usuwane jeśli nie są wyrazami czci i pochwałami. Próbowałam skontaktować się mailowo w pełnej konspirze i udawaniu zainteresowania duchową mentorką jednak również bez powodzenia. Ostatnio zwróciłam uwagę na to, że powinno się pisać „ból egzystencjalny” a nie „egzystencjonalny”. Komentarz oczywiście nie przeszedł przez moderację a błąd pozostał niezmieniony.

Number Two – Pewien pan obrzydzony spoilerami
Awantura miała miejsce już jakiś czas temu, ale nie byłam wtedy jeszcze blogerką – a szkoda, bo mogłam napisać notkę jeszcze na fali afery i pewnie byłby fejm. Chodziło o recenzję książki o Kotołaku Ksinie, nieco krytycznej, krótkiej i jakościowo blogowej. Pewien pan zaczął pieklić się i obrażać autorkę recenzji. Niby przyczyną były spoilery, ale zaczął też pić do poszczególnych punktów recenzji. Szybko okazało się że nie był to nikt inny, jak sam autor owej książki.
Internet wybuchnął.
Wojna między pisarzem a blogerkami rozpoczęła się.
Większość dyskusji odbyła się tutaj: http://booklips.pl/newsy/pisarz-konrad-t-lewandowski-krytykuje-blogerki-ksiazkowe-aroganckie-grafomanki-i-ich-tupeciarski-elektorat/. Jakiekolwiek komentarze na pana pisarza profilu które nie były pochwałami niezbyt miłego zachowania wobec blogerek zostały skasowane, ale z booklips nikt nie mógł nic usunąć. Rozpoczęła się wojna w której też niestety (bądź stety) miałam swój udział. Wiele tekstów i wiele wypowiedzi padło na temat tej awantury i muszę powiedzieć że czuję się trochę zasmucona – pan pisarz zachowuje się nieprofesjonalnie, obraża i wyraża się niekulturalnie typu „umyj dupę”, wyzywa kobiety od gęsi i na zwracanie się per pan mówi do młodych dziewczyn „kotku”. Tymczasem wielu atakuje blogerki – bo krytyka literacka umarła. Bo one piszą źle, brzydko, krótko, nie tak jak powinno być. Przepraszam – ale to są blogi. Żadna z blogerek nie powiedziała że jest doświadczonym krytykiem literackim. Żadna nie obraziła pana pisarza personalnie.
A ja tylko czuję ból bo pisarze to bohaterowie mojego dzieciństwa i mojego życia. To ktoś kim chciałabym się stać i do czego dążę. Kiedy wierzący się pytają „co by zrobił Jezus” ja się pytam choćby „co by zrobił King” albo inny pisarz, którego akurat w tym okresie bardziej lubię. I wiem, że w każdej grupie osobowej pojawiają się takie jednostki – jednak jeśli jeszcze nie debiutująca dwudziestolatka wie, że nie należy wyzywać innych od głupich gęsi i że krytyka jest ważna a starszy pisarz nie – to coś poszło nie tak.

A propo wiecie co mam już w łapkach?
Może być ostro! :D
Gorąco pozdrawiam!