czwartek, 4 lutego 2016

Codziennie rób sobie selfie, czyli jak podwyższyć sobie samoocenę




Czytałam ostatnio artykuł w Cosmo, autorstwa jakiegoś mężczyzny, że teraz faceci za bardzo dbają o urodę, mają kompleksy, więc pakują na siłowni i eksponują swoje atuty dekoltami w serek. No jak kobiety. Kolejna połowa artykułu była poświęcona temu, że powinni wychillować. Bo przecież jesteś fajny taki jaki jesteś, bez upiększeń. Od razu nasunęło mi się kolejne zdanie: no chyba że jesteś kobietą, to wtedy nie. Wtedy zapierdalaj.  
Wkurza mnie dzisiejszy pęd za pięknem u kobiet, to że ciągle się starają, a nie dostają nic w zamian. Drażnią mnie też same kobiety, które żeby czuć się dobrze potrzebują czyjejś pochwały, nie potrafią stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie „omg, jestem zajebista. Przez te przemyślenia oraz z powodu tego, że zjadłam dzisiaj sześć pączków, postanowiłam walnąć ten tekst. Co możesz zrobić, by poprawić sobie samoocenę?
  1. Codziennie rób sobie selfie.
Tak, wiem, z czym selfie się kojarzy. Jeszcze nie dawno stroniłam od selfie jak tylko mogłam. Kiedy ktoś mnie przekonał, bym sobie zrobiła, robiłam ich miliard, a potem wszystkie usuwałam, bo żadne mi się nie podobało. Potem zapoznałam się z grą „Life is Strange” i moje spojrzenie się nieco zmieniło. Nie jestem w stanie powiedzieć, co dokładnie się zmieniło, może po prostu selfie zaczęło mi się kojarzyć z czymś dobrym. A może po prostu w końcu mam telefon z przednią kamerą w telefonie i selfie robi się łatwiej. W każdym razie zaczęłam robić sobie selfie dużo częściej, teraz robię jakieś niemal codziennie. Jak zrobić sobie selfie, które poprawi ci samoocenę?
  • Poczytaj tutoriale w Internecie. Może nie wychodzisz na selfie zbyt dobrze, bo źle się ustawiasz? Powinnaś przechylić głowę trochę w bok, podobnie ramiona.
  • Popraw włosy i uśmiechnij się.
  • Nie wstawiaj wszystkich selfie na neta, tylko co jakiś czas te najbardziej ciekawe, bo ludzie zaczną na ciebie krzyczeć.
  1. Nie słuchaj (a najlepiej odetnij się) od szkodliwych ludzi.
Znasz ten typ. Są ludzie, którzy po prostu dowalają ci, pod byle pretekstem i twierdzą, że robią to „dla twojego dobra”. Może to mama, przyjaciółka, koleżanka, facet. Albo jeszcze ktoś inny. Ktoś kto mówi ci „o matko, nie wiedziałam, że zrobił ci się taki cellulit na nogach” albo „hmm, parę miesięcy temu wyglądałaś lepiej w tych spodniach”. Jak się czujesz po takiej uwadze? Niemiło, upokorzona, przykro ci. A osoba która ci to powiedziała, czuje się świetnie. Albo się cieszy że ci dowaliła, albo uważa że zrobiła dla ciebie coś dobrego. Możesz zrobić w tej sytuacji kilka rzeczy.
  • Kłócić się, że wcale tak nie jest, ale to nie jest dobre wyjście. Ta osoba jest na to przygotowana i dowali ci jeszcze bardziej.
  • Zerwać znajomość z taką osobą. Jest to całkiem niezłe rozwiązanie, ale nie zawsze chcesz lub możesz (jeśli ta osoba jest np. twoją matką). Jeśli jednak możesz i czujesz, że chciałabyś (ale się wahasz) to zastanów się, przeanalizuj, czy potrzebna ci taka osoba w twoim życiu.
  • Zachować zimną krew. Uśmiechnąć się promiennie i powiedzieć „jestem ponad to”. Albo, jeśli lubisz przeklinać, a owa osoba nie jest twoją matką, możesz ująć krótko „jebie mnie twoje zdanie”. Tylko wtedy trzeba być asertywnym. Nie dopuścić, by rozwinęła się rozmowa na ten temat.
  • Możesz odpowiedzieć atakiem. Oczywiście to tę osobę zrani i najpewniej się obrazi. Wtedy możesz powiedzieć „ale to ja tak z dobroci serca, jak ty do mnie”. Może coś zrozumie (choć nie sądzę).
  • Możesz jeszcze obrócić wszystko w żart, ale to trudne. Ja zwykle mówię, że gdybym była jeszcze chuda to poraziłabym wszystkich swoją zajebistością i by pomarli. Czasem działa, czasem nie.
  1. Bądź pewna siebie. Czasem przecież możesz się czymś pochwalić. Wiadomo, u nas mówi się, że należy być skromnym, zwłaszcza jeśli jest się kobietą, ale zastanów się, która skromna osoba jest popularna w towarzystwie. Oczywiście nie można popadać też w przesadę i mówić tylko o sobie.
  2. Nie zwracaj uwagi na swoje kompleksy, oraz na wszelki wypadek postaraj się nie przypominać o nich innym. Wiem, że to daje jakiś power, kiedy smutna pójdziesz do kogoś i powiesz, że jesteś brzydka i gruba, a ten ktoś cię pocieszy, ale to nie jest dobre. Jeśli nie dostrzegasz swoich kompleksów, a eksponujesz atuty, to inni też postrzegają cię dobrze. Poza tym myślałaś o tym, co myśli o tobie przyjaciółka, której tak się żalisz? Rzeczywiście, jeśli robisz to rzadko, to cię pociesza i jest miła. Jeśli robisz to niemal cały czas to może się na ciebie wkurzyć. A jeśli sama ma kompleksy? Jeśli uważa ciebie za ładniejszą od siebie? Wtedy raczej ma ochotę walnąć cię w twarz i czuje się ze sobą jeszcze gorzej.
  3. Nie histeryzuj z zazdrości o faceta kiedy wychodzi gdzieś z kolegami. Myślisz, że jak będziesz mu płakać że masz kompleksy i jesteś zazdrosna to cię zrozumie i przestanie rozmawiać ze wszystkimi kobietami, przestanie wychodzić, będzie cały swój czas spędzał tylko z tobą? Sorry, nie. Jeśli jest dobrym facetem, to tylko zmęczony (coraz bardziej zmęczony) będzie cię zapewniał, że nie, wcale nie, wcale cię nie zdradzi. Jeśli jest złośliwym facetem, będzie takie wybuchy histerii wykorzystywał przeciwko tobie. Chcesz, żeby był o ciebie zazdrosny? Bądź pewna siebie i uśmiechaj się, wychodź na imprezy bez niego. To lepiej działa niż histerie, uwierz mi. Twój facet przesadza, podrywa innych przy tobie, zdradza cię? To rzuć go, już go nie zmienisz.
  4. Co robić, jeśli naprawdę wiesz, że chcesz coś zmienić, ale nie chcesz dać satysfakcji ludziom, którzy ci to mówią w okropny sposób? Odsuń się od nich, nie wdawaj się w rozmowy o swojej wadze czy innej rzeczy, którą według nich powinnaś poprawić. Odpręż się i daj sobie czas. Wybierz sobie moment, kiedy zaczniesz o tym myśleć i coś robić w tym kierunku. Nic na siłę. Rób to TYLKO DLA SIEBIE, wal to co powiedzą ci inni.
  5. Spójrz w lustro i uświadom sobie, że jesteś okej taka jaka jesteś. Zdaj sobie sprawę, że ludzie miewają gorsze problemy z wagą (choroby) i wyglądem (również choroby, wypadki, ataki z kwasem). Uświadom sobie, że powinnaś walić opinie innych, że nikt nie może zabronić ci jeść czekolady bo uważa, że po jednej kostce nie zmieścisz się w drzwiach. Miej wyjebane. Po prostu.
  6. Dbaj o siebie i o swoje zdrowie. Możesz robić wszystko, ale znaj tego konsekwencje. Zbytnie ograniczanie jedzenia nie jest zdrowe, ale jedzenie codziennie hamburgerów też nie (nawet jeśli jesteś chuda i nie możesz przytyć). Wiesz, że jak będziesz piła codziennie piwo i jadła tłuste rzeczy, to możesz dostać kiedyś zawału lub zniszczyć wątrobę. Można dostać cukrzycy od picia codziennie wielkiej butli energetyków. Możesz uważać na siebie i robić sobie badania albo to olać. To twoje życie i robisz z nim co chcesz.

Tu mam małą wiadomość dla osób które dowalają innym twierdząc, że im pomagają: Przykro mi, ale gadanie: „tyjesz z dnia na dzień, skończysz otyła i samotna, po co ty to żresz” nie jest pomocą i nigdy nie będzie.
Pozdrawiam! „Zdrada” (trzecia część komiksu Mroczna Wieża) jest przeczytana i czeka na zrecenzowanie. Nie jest dobrze, moi państwo, nie jest dobrze.


niedziela, 17 stycznia 2016

Mroczna Wieża 2: Długa droga do domu, czyli KAC GILEAD



 SPOILER ALERT! Ta recenzja zawiera spoilery na temat zakończenia pierwszego tomu Mrocznej Wieży - Narodzin Rewolwerowca. Jeśli nie czytaliście, a chcecie przeczytać ten tom, nie czytajcie dalej!



Widzieliście kiedyś może na mieście jak dwaj mężczyźni niosą trzeciego, który jest raczej w stanie ciekłym niż stałym i co jakiś czas wykrzykuje dziwne słowa? To mniej więcej wiecie, jak przedstawia się fabuła drugiego tomu Mrocznej Wieży. Dodajcie do tego jeszcze nawalankę i ludzi zmieniających się w kruki a będzie całkowicie idealnie.
Roland nie ma się najlepiej. Właśnie zobaczył w dziwnej pomarańczowej kuli, że jego wielka miłość (którą zna w zasadzie od kilku dni) umarła poprzez spalenie na stosie. Mniejsza o to, że przecież w toku fabuły zostawili ją samą i mogli się domyślić, że to się tak skończy. W wyniku przeżytej traumy dusza naszego bohatera zostaje wciągnięta przez tajemniczy przedmiot. Teraz będzie musiał tam walczyć z Złym Czarownikiem Ruchającym Matkę. Cuthbert i Alain mają za to poważny problem. Biegnie za nimi pogoń, w lesie czają się wilki a oni muszą przetransportować Pana Wspaniałego w stanie zwłok, siebie i najlepiej jeszcze konie aż do Gilead. 
Jaram się jak córka... Dobra, nie ważne. Ten obrazek jest akurat z tomu poprzedniego, ale jest bardzo ładny, więc go umieściłam.


Internety nie kłamały, ta część bardziej mi się podobała. Może to przez akcję? Może to przez humor? A może dlatego, że w tym tomie główny bohater rzadko naprzykrza się czytelnikowi swoją osobą a jak już jest to dostaje srogi wpierdol od wielkiego kruka? Tak, to na pewno to trzecie.
Akcja mknie do przodu, przewracamy kolejne kartki nawet ciekawi czy Alain i Cuthbert dojadą do domu mniej lub bardziej w jednym kawałku mimo trudności, niebezpieczeństw i tego, że Roland nawet podczas snu jest zagrożeniem dla siebie i innych bo dostaje nagle ataków szału. Pomaga tutaj pewne humorystyczne podejście do sprawy - ciągle możemy posłuchać dialogów typu:
Alain: Cuthbert, nie uda ci się, nie zrobisz tego!
Cuthbert: JA NIE ZROBIĘ? POTRZYMAJ MI ROLANDA!
Czy wy też czujecie ten dramatyzm?
Muszę przyznać, że to było nawet całkiem zabawne. Jeśli chodzi zaś o wizje Rolanda, to wreszcie zaczynają coś mówić o Mrocznej Wieży, jednak jest to raczej filozoficzno-metafizyczny monolog o zapachu śmierci, apokalipsie i innych dziwnych sprawach. Oprócz Martena, Roland spotyka tam również jakiegoś dziwnego pana, który stoi tam w hierarchii nieco wyżej, chociaż wygląda i zachowuje się jak jakiś gruby i głupi boss ze slashera. Widzieliście grube zombie strzelające ogniem w Resident Evil: Revelations 2? To mniej więcej możecie sobie tego pana wyobrazić, dodajcie tylko parę kolców i macek. 
Patatajamy wam wpierdolić!
Bohaterów ktoś goni. Jest to wielu uzbrojonych złych ludzi. Na koniach. Tak więc logicznie rzecz ujmując, to ci źli panowie powinni dorwać naszych czternastolatków i ich zabić. Ale tu jest Mroczna Wieża, tu nie ma logiki.
Przydałoby się w końcu zostawić fabułę i bohaterów w spokoju. Zajmiemy się kreską która jest… niebywale dobra, jak zwykle. Mogę się jednak do czegoś przyczepić – dlaczego oni do cholery stają w takich dziwnych pozycjach?
Hmmm... A może on po prostu chciał mu przekazać "cmoknij mnie w gwizdek!"?
 Czy jest im tak wygodnie? Serio? Pewnie miało to wyglądać w jakimś stopniu „epicko” lub „zajebiście”. Nie obniżę jednak za to oceny.
Czas przejść do oceny końcowej:
Świat przedstawiony: 5/5 – niezmiennie, gdyż w końcu świat przedstawiony nadal jest jaki jest.
Kreska: 5/5
Fabuła: 3/5
Bohaterowie: 3/5 (mniej tu denerwującego Rolanda, ale z drugiej strony brak też Susannah, która mimo swojej niezdrowej miłości do powyższego, nieco zawyżała ocenę bohaterów a więc wychodzi na zero).
Tak więc ogólne wrażenie: 4/5
Jest lepiej moi państwo, dużo lepiej. Trzeci tom komiksu już się czyta, chociaż z uwagi na zbliżającą się sesję, nie wiem kiedy dodam recenzję.

wtorek, 29 grudnia 2015

Mroczna Wieża: Narodziny rewolwerowca - Od zera do Mary Sue



Uwaga: możliwe spoilery.

Jeśli chodzi o Stephena Kinga to jestem psychofanką  - na szczęście jeszcze nie na poziomie Annie Wilkes z Misery – ale nie znaczy to, że wszystko co Mistrz Horroru napisze bezwarunkowo mi się spodoba. Ledwo przebrnęłam przez Pod kopułą które, moim zdaniem, było zbyt czarno-białe (bardzo źli i anielsko dobrzy bohaterowie…) i miało niesatysfakcjonujące zakończenie. Jeśli zaś chodzi o Mroczną Wieżę to z umiarkowanym zainteresowaniem przeczytałam część pierwszą. Była całkiem w porządku. Jednak zainteresowania nie starczyło by sięgnąć po kolejne części. Moje kolejne spotkanie z rewolwerowcem było w jednym z opowiadań – Siostrzyczki z Elurii w zbiorze Wszystko jest względne. Opowiadanie trochę przypominało creepypastę, ale skończyło się wręcz uroczo i romantycznie. Krótko mówiąc po tym opowiadaniu można było polubić Rolanda. Dlaczego o tym mówię?
Bo po lekturze komiksu NIENAWIDZĘ Rolanda i życzę mu by go ktoś przez przypadek (lub z premedytacją) postrzelił w jaja.
Ale zacznijmy od początku. Na pierwszych stronach widzimy martwe ciała, sępy i już dorosłego Rolanda – zapewne to ten, którego znamy z książek – jednak widzimy go tylko w kilku kadrach. Zatrzymajmy się tutaj i przyjrzyjmy się temu co mówi narrator – wychwala naszego bohatera. Będzie to robił przez cały komiks doprowadzając czytelnika do mdłości.
Akcja szybko przeskakuje o wiele lat wstecz – gdzie Roland jest jeszcze piękny, młody i niesamotny.
Ładni faceci z ptakami.
Młodzi mężczyźni mają dowieść swojej męskości puszczając sokoły w odpowiednim momencie. Oczywiście tylko Rolandowi się udaje dzięki czemu jako jedyny nie dostaje w ryj kijem. Po jakże interesujących zajęciach Roland idzie w miasto, gdzie spotyka Martena, który jest czarownikiem i głównym doradcą ojca Rolanda. Od razu się domyślamy, że to ten sam czarownik którego dorosły Roland goni w książkach. Drżymy z oczekiwania, że zaraz dowiemy się powodu tego konfliktu, tej skrajnej nienawiści, przez którą nasz bohater wziął sobie za cel życia czarnoksiężnika. A kiedy przewracamy kartkę, czeka nas rozczarowanie (przynajmniej mnie). Otóż Roland nienawidzi Martena bo ten rucha mu matkę.
Przepraszam czy to nadal Mroczna Wieża czy już chat w League of Legends?
Rozwścieczony Roland idzie zdać egzamin męskości który powinien go czekać dopiero za dwa lata.
Czy wy dostatecznie widzicie zajebistość? Bo narrator się o to martwi.
Oczywiście udaje mu się, w końcu jest taki wspaniały, idzie na dziwki gdzie po oddaniu się uciechom cielesnym, zasypia. W takim stanie zastaje go ojciec który po krótkim ochrzanieniu go stwierdza, że Roland powinien wraz z przyjaciółmi wyruszyć na misję, ponieważ tak.
Trudno jest zrobić wprowadzenie do tego komiksu, gdyż właściwa akcja zaczyna się po wyprawie naszych młodych bohaterów. Są nimi oczywiście wspaniały (tylko według narratora) Roland, oraz jego dwaj przyjaciele, określani przez niego jako ka-tet, Cuthbert i Alain. I tylko tych dwóch ostatnich da się jakoś lubić – Cuthbert ma wesołe usposobienie i zawsze stara się być wsparciem dla Rolanda (oraz serwować mu strzał na ogarnięcie kiedy ten swoim durnym zachowaniem próbuje ich zabić) zaś Alain obdarzony jest według narratora „sprytem, wrażliwością oraz nadnaturalną umiejętnością, zwaną zmysłem”. Ja bym powiedziała że po prostu jest empatyczny – co jest w sumie rzadkie wśród mężczyzn w tym uniwersum. Roland, jak już wspomniałam, jest zdecydowanie postrzegany jako zbyt idealny – wychwalany przez narratora, udaje mu się dokonać wiele absurdalnych rzeczy (choćby właśnie przedwczesne zdanie egzaminu dojrzałości, a przykładów znalazłoby się więcej) a jednocześnie odwala straszne głupoty i daje się ponieść emocjom, przez co zagraża życiu swoich towarzyszy. Nie podobał mi się także jego charakter – szybko ocenia innych, mimo że sam nie jest lepszy: choćby sugerowanie złego prowadzenia się dziewczynie sprzedanej na żonę, kiedy sam stracił dziewictwo z prostytutką. Możecie powiedzieć: no, ale przecież taki świat wtedy był. Męski świat to jest i szowinizm nie jest niczym dziwnym. Tylko czemu Roland nie zachowywał się tak w książce i opowiadaniu?

Reszta bohaterów jest w zasadzie epizodyczna. Zły czarnoksiężnik jest po prostu zły i rucha czyjąś matkę - to w zasadzie tyle, co go określa. Ludzie których spotykają bohaterowie są najczęściej źli i zepsuci. Ojciec głównego bohatera stawiany jest na piedestale, zaś matka… w sumie wiecie gdzie. W zasadzie ciekawa sprawa z tą matką, ale nie będę spoilerować. Dziewczyna, którą miał szczęście (dla niej mniejsze) spotkać Pan Cudowny i Wspaniały jest jedyną ogarniętą postacią kobiecą. Może dlatego, że jest dziewicą (niezbyt długo) i kocha Rolanda miłością wręcz... niezdrową. Chociaż zna go od kilku dni… I oboje mają czternaście lat… Em…
ZABIJ GO CUTHBERT, NIM BĘDZIE ZA PÓŹNO.
Nasi bohaterowie sobie wędrują, spotykają ważnych (i złych) ludzi, strzelają, znowu wędrują… I tak w kółko, a trochę poza nimi czai się intryga. Roland oczywiście ma szczęście spotkać dziewczynę i zakochać się w niej. Narrator ciągle mówi o losie i przeznaczeniu przez co widz trochę traci zainteresowanie, dostrzegając, że bohaterowie nie mają za bardzo wpływu na akcję.
Fabuła trochę zawodzi, główny bohater zawodzi (reszta bohaterów trochę mniej), może chociaż świat przedstawiony? Tak, jest w porządku, taki jak miał być – mroczny, zły i okrutny.
Podobnie rzecz ma się z kreską. Jest dokładna, mroczna, kolory są piękne. Tła trochę rażą pustką – wszędzie widzimy wielkie, otwarte przestrzenie, często zasnute mgłą – ale to nie oszczędność, tak po prostu miało być. Na końcu każdego tomu autor ilustracji pokazuje jak narysował daną ilustrację, możemy zapoznać się również z mapą świata przedstawionego oraz różnymi wersjami okładek oraz ich szkicami.
Przejdźmy do oceny końcowej:
Świat przedstawiony: 5/5
Kreska: 5/5
Fabuła: 2/5
Bohaterowie: 3/5
Ogólne wrażenie: 3,5/5
W przygotowaniu recenzja kolejnego tomu. Biblioteka jest wyposażona jak na razie w pięć więc spodziewajcie się kolejnych. W internetach piszą, że podobno są lepsze…